Złota Baba – pogańskie sanktuarium na krańcach państwa carów

Rozległe dominium kniazia moskiewskiego budziło w XVI stuleciu spore zainteresowanie nie tylko w Rzeczypospolitej, ale w większości państw europejskich. Naprzeciw tej ciekawości wychodziły mniej lub bardziej dokładne opisy geograficzne kraju, połączone nierzadko z charakterystyką obyczajów zamieszkujących księstwo grup etnicznych, omówieniem struktury społeczno-ustrojowej i religijnej, katalogiem osobliwości przyrodniczych itp. Dość nadmienić, iż słynne dzieło Rerum Moscoviticarum commentarii Zygmunta Herbersteina, ogłoszone po raz pierwszy drukiem w roku 1549, miało do początków XVII wieku dwadzieścia wydań, co świadczy o głodzie informacji na temat państwa, które mało kto miał okazję poznać na własne oczy, gdyż swobodę poruszania się po jego terytorium ograniczyły zarówno obowiązujące ukazy carskie, jak i brak sprzyjającej podróżnikom infrastruktury komunikacyjnej.

Lisowczyk, 1648/1650, grafika Stefano Della Belli, ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie.

Ukazujące się publikacje dostarczały zatem wiadomości, najczęściej podprawionych mniej lub bardziej nieskrywanym poczuciem wyższości, na temat wielkiego księstwa, ale siłą rzeczy przyjmowano je jako opisy rzeczywistości leżącej poza zasięgiem bezpośredniego poznania, jak relacje z podróży do egzotycznych krain, o których wiadomości prawdziwe mieszały się z wyobraźnią i „informacjami” opartymi na lekturach tekstów starożytnych i średniowiecznych. Rzadko kto wyprawiał się w tamte strony z powodów, które dziś określilibyśmy jako turystyczne, a podróże dyplomatyczne czy kupieckie odbywały się po utartych szlakach prowadzących do najważniejszych miast, zwłaszcza do Moskwy, poza którą, dalej na Wschód, docierało już niewielu. Dlatego też sprokurowane raz informacje powtarzano bezkrytycznie – nie miał ich bowiem kto zweryfikować. Stąd olbrzymie terytorium podlegające władcy, który około połowy XVI wieku życzył sobie, by tytułowano go carem i samodzierżcą, to w dobie wielkich odkryć geograficznych wciąż terra incognita, rozpoznana jedynie częściowo, leżąca na dalekiej Północy (gdyż w opisach państwa moskiewskiego zwykle ten kierunek podawano jako orientacyjny), za której wschodnim krańcem znajduje się nie mniej tajemnicza „Indyja oryjentalska”. Co również ważne, jak wynika z renesansowych traktatów geograficznych, europocentryczny świat uznawał Wielkie Księstwo Moskiewskie za krainę, której poziom cywilizacyjny, obyczaje, sposób sprawowania władzy rozmijają się z wyobrażeniami o kulturze. Ta właśnie przyczyna stanowiła źródło wspomnianego poczucia wyższości.

Do często powtarzanych informacji na temat księstwa należała wiadomość o znajdującym się na jego północno-wschodnich krańcach sanktuarium żeńskiego bóstwa nazywanego Złotą Babą (lub z łacińska Aurea Anus). Pisał o nim na przykład Maciej z Miechowa w wydanym w 1517 r. łacińskim traktacie o dwóch Sarmacjach: „Za ziemią zwaną Wiatka, przy drodze do Scytii, stoi wielki bożek pogański Złota Baba [...]. Okoliczne ludy czczą tego bałwana i każdy przechodząc w pobliżu czy polując na zwierzęta nie odejdzie stamtąd bez złożenia ofiary. Nawet wtedy kiedy nie ma cennego daru, to składa bałwanowi futro zwierzęcia lub choćby nitkę wyciągniętą z odzieży i skłoniwszy się ze czcią odchodzi”. Europejską karierę tej wiadomości zapewnił wspomniany już Herberstein, u którego czytamy: „Złota Baba [...] to idol, który stoi przy ujściu rzeki Ob w prowincji Obodra na tamtym (ulterior, jenig) brzegu […]. Powiadają, a mówiąc ściślej bajają, że ponoć bałwan Złotej Baby to posąg o wyglądzie staruchy, trzymający na kolanach syna i jeszcze jedno dziecko, o którym mówią, że to jej wnuk. Co więcej, mówi się, że niby ona postawiła tam niejakie instrumenty, które nieprzerwanie wydają dźwięki podobne do dźwięku trąb. Jeżeli to prawda, to sądzę, że to dzieje się za sprawą silnego wiatru, który cały czas dmie w owe instrumenty”.

Informacja ta to nie tylko wyraz typowego dla dawnego piśmiennictwa geograficznego poszukiwania różnego typu curiositates, które miały zaciekawić czytelników. Podanie wiadomości o Złotej Babie sugerowało bowiem, że w państwie cara, który przecież był władcą chrześcijańskim, tolerowane są kulty pogańskie, co dyskredytowało go jako prawowiernego sługę Bożego.

W ciekawy sposób wykorzystał motyw Złotej Baby Samuel Twardowski we Władysławie IV (1649). Przedstawiając wyprawę słynnych lisowczyków w głąb państwa moskiewskiego w czasach wielkiej smuty, kazał ich wodzowi spustoszyć sanktuarium, nasycając przedstawienie elementami zupełnie fantastycznymi zabarwionych niesamowitością:

         [Lisowski] doszedł przy dalekiej Baby Złotej Obie,  

która, boki rozparszy by koczkodan sobie,

na słupie magnesowym przeciw słońcu siedzi,

a trzykroć zaklinana, wieszcze odpowiedzi

tamtym dawa narodom. Widzieć tam kosztownych

pełno po niej ciężarów, które od wędrownych

ma pielgrzymów, a snadź jej nie tylko te kraje,

ale dalszy Gronlandzi, Lapi, Bakkalaje

kłaniają się i wielkie upominki znoszą,

przy tym-że o potrzeby różne jej swe proszą,

ale oraz tam słyszeć około świszczących

pełno hyder i wężów strasznie kszykających,

skrzeczą gdzieś nietoperze, muchy w uszu brzęczą

niezwyczajne i na kształt wołów bitych jęczą

ciężkie drzwi na zawiasach, które przy chodzeniu

zaległ brytan w modrawym srogo tchnąc płomieniu.

Ów jednak, rozpłoszywszy szablą te poczwary,

bierze się wprzód za Babę, potym za ofiary,

gdzie, bałwan on rozbiwszy, złota wziął tak siła,

ile wziąć mógł, a ona zwyczajną znosiła

         lekkość jego.

Tak oto niezwykle popularny w Rzeczypospolitej awanturnik, wódz „elearów polskich” (jakby go nazwał ksiądz Dembołęcki), miał przyczynić się do rugowania pogaństwa w państwie carów. Twardowski popuścił tu wodze swej epickiej wyobraźni.