Złota wolność na ławie oskarżonych

W Rzeczypospolitej istniało silne przekonanie o wyższości rodzimego ustroju nad systemami politycznymi innych państw. Szlachta uważała, że jedynie Polska korzysta z prawdziwej wolności, która chroni ją przed tyranią jedynowładztwa. Jednocześnie panowie bracia nie wątpili, że owa wolność przysługuje jedynie im – ze względu na przyrodzoną zacność oraz funkcję obrońców kraju. Poczucie wyższości stało się z czasem bezkrytyczne. Pomógł w tym fakt, że ugruntowanie swobód i praw szlacheckich zbiegło się w czasie z rozkwitem potęgi Rzeczypospolitej. Samouwielbienie trwało nawet w czasach klęsk i wojen. Jednak nie brakło wówczas w kraju przeciwników „złotej wolności”. Ich liczba rosła w miarę słabnięcia Rzeczypospolitej. Jednak wciąż dominował konserwatywny, sarmacki punkt widzenia. Dopiero pierwszy rozbiór przyniósł otrzeźwienie. Czołowi pisarze doby stanisławowskiej poddali „złotą wolność” miażdżącej krytyce. Celem reform było przywrócenie równowagi między władzą, a społeczeństwem. Kilkadziesiąt lat później, szczególnie w okresie romantyzmu, pojawiły się głosy rehabilitujące dawne swobody. Upadek państwa tłumaczono odstąpieniem od pierwotnych zasad powszechnej wolności. Ten pogląd spotkał się z kolei z krytyką pozytywistów. Tradycja romantyczna powróciła w latach pierwszej wojny światowej. Jednak nawet najbardziej zagorzali obrońcy wartości Rzeczypospolitej szlacheckiej przyznawali, że w XVII i XVIII wieku pojęcie wolności uległo wypaczeniu, a przebudowy państwa dokonał dopiero Sejm Wielki.


Sejm polski z czasów Augusta II, miedzioryt angielski z końca XVII w., zamieszczony w dziele Bernarda O’Connora; Biblioteka Narodowa